Pokazywanie postów oznaczonych etykietą doświadczenia matki. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą doświadczenia matki. Pokaż wszystkie posty

środa, 15 czerwca 2016

juz po przeprowadzce

My już po przeprowadzce :). 

Poszło dosyć szybko i sprawnie. Cieszy mnie to, bo nie korzystaliśmy z firmy przeprowadzkowej - przeprowadzaliśmy się tylko kilka ulic dalej. Skorzystaliśmy z pomocy znajomych i rodziny. 

Najwięcej czasu zajmuje pakowanie. Rozpakowanie to już moment ;).

Jaka to zrobiłam?

Zaczęłam pakować się prawie trzy tygodnie przed terminem przeprowadzki.

Na pierwszy ogień poszły rzeczy kuchenne - szklanki, kubki, miski, talerze, kieliszki, porcelana (inne rzeczy używane od święta) oraz pościel i ręczniki. Wszystko trafiło do niedużych kartonów.

Zostawiłam kilka sztuk talerzy do użytku codziennego. 

Następnie pakowałam ubrania, których o tej porze roku się nie używa czyli rzeczy jesienno-zimowe oraz torebki i buty.

Gdy rzeczy trafiły już do kartonów, każdy został zaklejony grubą szarą taśmą klejącą (bardziej polecam białą, ale tylko dlatego, że tekst będzie lepiej widoczny), a na niej napisałam, co znajduje się w środku.

Kartony były wielorazowego użytku i dzięki taśmie klejącej nie musiałam kreślić po kartonach, a potem zastanawiać się "co tam jest?". Taśmię po prostu łatwo oderwać, nakleić nową i na nowo opisać. 

Jednego dnia przewieźliśmy meble, lodówkę i pralkę i już byliśmy na nowym miejscu.

Najwięcej czasu zajęło mi pakowanie córki i jej zabawek. Sześcioletnie dziecko bardzo dobrze pamięta co ma i nie można bez jego wiedzy wyrzucić małej pierdłółki z myślą, że się nie zorienruje. Tym sposobem spędziłam w pokoju córki 6 godzin i razem spakowałyśmy zabawki. Dała się przekonać do wyrzucenia kilku zepsutych, część zaniosłyśmy do przedszkola.  

A rozpakowywanie? Przede wszystkim trwa dużo szybciej niż pakowanie. Opisane kartony trafiały do miejsca gdzie mają być rozpakowane np. do kuchni czy do sypialni. Każda rzecz miała swoje nowe miejsce i od razu tam trafiała. 

Zachęcam, żeby rzeczy, których nie używa się codziennie przewieźć w nowe miejsce wcześniej. Jeśli meble w kuchni stoją puste to nie ma co czekać na ostatni moment tylko - w miarę możliwości - zapełnić je wcześniej. Jechałam umyć okna, zabrałam kilka kartonów. Po pracy jechałam zobaczyć jak trwa remont zabrałam buty, pościel i ręczniki. Dzięki temu zyskałam sporo czasu.




niedziela, 29 maja 2016

Kolorowanki antystresowe

Witajcie :)

Patrząc po częstotliwości dodawanych postów widzę jak szybko leci czas. Ciągle mówię, że napiszę jutro, albo w piątek. I tak mijają kolejne tygodnie. Wpisałam do terminarza dzisiaj, że mam dodać post, więc tak robię. Tym razem będę systematyczna i konsekwentna. 

Co u nas? Przeprowadzka, od września mój sześciolatek idzie do szkoły. Dużo tego i o tym później.

Czy Wasze dzieci lubią kolorować? 

J. uwielbia. Odkąd tylko nauczyła się kolorować, kolorowanki szybko u nas się kończą. Jakiś czas temu znudziły jej się te tradycyjne dla dzieci. Jakieś bajkowe, pojazdy, księżniczki, owoce. Długo wybierałam, szukałam w księgarni. Nagle mnie oświeciło! Kolorowanki antystresowe dla dorosłych. Wybór niesamowity.  Więc kupiłam. I to był strzał w dziesiątkę.

Dużo elementów do kolorowania. Zupełna nowość u dziecka, bo nie są to duże kształty, tylko trzeba się postarać. Wczoraj kolorowałyśmy razem. Polecam :). Jak dla mnie to nie wiem co tu antystresowego, bo można się nieźle wkurzyć na taką ilość szczegółów ;). Lekko ręka zadrży z kredką i koniec - wyjechałam poza linię. Z cienkopisami byłoby mi łatwiej. Na okładce autor napisał "kolorowanie i bazgranie" więc jest dowolność :).








środa, 21 stycznia 2015

próbujemy owoce

Nauka jedzenia wszystkiego trwa. Tym razem sięgnęłyśmy po owoce. Wszystkie były nam znane poza kaki. Ta nowość była bardziej dla mnie, bo jak wiecie rok 2015 to rok nowych smaków zarówno u mnie jak i córki. 

Próbowanie przebiegało bez zakłóceń. J. naprawdę próbowała, bo jadła całe kawałki owoców, a nie - tak jak w przypadku próbowania wędlinki czy twarogu - gryzienie mikroskopijnych części próbowanej rzeczy. 

Cały zestaw wyglądał tak:


Zaczęłyśmy od gruszek.

Córka na kilka moich pytań odpowiedziała: Gruszka mi smakuje, czasami jest miękka, czasami twarda. Nie jest ani słodka, ani kwaśna, taka średnia.

Potem było kiwi:


Córka: Kiwi bardzo lubię, jest słodkie. Gdy kupujemy kiwi to jest twarde, ale jak je jemy to już jest miękkie.

Krok trzeci to banany:

Córka: bananów nie lubię. Są miękkie i słodkie.

Następne były jabłka:

Córka: uuuu jabłka baardzo, bardzo lubię. Są słodziutkie i miękkie.

Potem zjadłyśmy mandarynki:

Córka: mandarynki są słodziutkie i bardzo je lubię. Nie lubię jak mają pestki.

I - uwaga - gwiazda wieczoru kaki.


Nie jadłam wcześniej, więc był to nasz wspólny eksperyment. Ja byłam zachwycona córka nie: mamo nie smakuje mi, za słodkie.

Rzeczywiście jest to owoc bardzo słodki. Mi przypadł do gustu. Będzie dobrą przekąską w pracy zamiast pączka albo innej czekolady :).

wtorek, 20 stycznia 2015

nauka jedzenia wszystkiego ciąg dalszy

Jedzenie kolacji idzie nam coraz lepiej. Menu dalej jest ubogie: masło, ser żółty, jajko i ogórek kiszony. Udało się rozszerzyć ten zestaw o parówkę :). Wow!!! Nawet nie wiecie jak się cieszę, że J. je coś więcej niż masło z bułką.











Żeby było jasne :P wszystko zostało zjedzone osobno, kanapka nie powstała :D.



lodowisko :)

W dzieciństwie bardzo dużo jeździłam na łyżwach. Była to zasługa dziadków, u których spędzałam ferie zimowe. Babcia codziennie przez dwa tygodnie chodziła ze mną na lodowisko. Ostatni raz jeździłam na łyżwach chyba 8-9 lat temu. Nie wiem dlaczego zaniechałam jeżdżenia. Tam gdzie byliśmy w SPA okazało się, że jest otwarte lodowisko. Ale się ucieszyłam!!! Oczywiście było pusto więc miałam indywidualny trening przypominający jazdę. Tego się nie zapomina, ale przekładanka i jazda tyłem zakończyły się upadkiem, nie mówiąc o próbie zmiany kierunku jazdy obrotem :/. Dwa dni jeździłam sama i przypominałam sobie jak to się robi. Ostatniego dnia po wymeldowaniu z hotelu zabrałam córkę na lodowisko. Usłyszałam "mamusiu, bardzo się boję", ale że strach nie jest wystarczającym powodem, żeby czegoś nie robić stanęłyśmy na lodzie razem. Początki były ciężkie. Bardzo mnie bolały nogi od utrzymywania dodatkowego 20kg balastu ;). 

Najpierw jechałam tyłem:






Potem razem jechałyśmy przodem:


Najlepiej nam szło trzymając się za jedną rękę.


W międzyczasie J. robiła sobie kilkuminutowe przerwy na ławeczce.


Po powrocie poszłyśmy już dwa razy na lodowisko w naszym mieście i muszę powiedzieć, że moja pociecha robi niesamowite postępy. Na razie trzyma się mnie jedną ręką, ale już powoli jedzie.  Dalej po dłuższej jeździe robi sobie kilkuminutowe przerwy, żeby nóżki odpoczęły. Sama sygnalizuje kiedy ją bolą. Zobaczcie, co nagrałam z ukrycia :P. Łączny czas nauki ze wszystkich dni to jakieś 3h. Miłego oglądania :)

niedziela, 4 stycznia 2015

Koniec grymasów

Od dłuższego czasu zmagamy się z grymasami córki przy jedzeniu. Jako dwulatka jadła wszystko. Już dosyć długo grymasi i nic nie chce jeść. Ulubione śniadanie i kolacja to masło z chlebem :). Na obiad ziemniaki lub pomidorówka. Dziecko tanie w utrzymaniu. Wreszcie powiedziałam KONIEC.

Najpierw była poważna rozmowa z córką, że ma już 4,5 roku i czas nie zmuszania jej do jedzenia się skończył. Od dzisiaj będzie na kolację i śniadanie dostawać różne rzeczy i nie odejdzie od stołu dopóki wszystkiego nie spróbuje i nie powie czy coś lubi czy nie lubi. Mina córki była dosyć poważna i chyba zrozumiała, że żarty się skończyły. 

Przy pierwszej próbie powiedziała, że nic nie lubi, a przygotowałam pomidor, ogórek zielony, ser żółty i wędlinę. Do tej pory poza pomidorami z tego zestawu jadła wszystko (tylko w przedszkolu, przez przypadek się przyznała ;) ). Ugryzła każdą rzecz i powiedziała, że nie lubi. Dodała, że woli ogórek kiszony. To już coś.

Najpierw jadła wszystko osobno.



Następnego dnia już była kanapka :).


Jednak ten ser żółty lubi ;) i jajko i ogórek kiszony też. Są postępy. Zobaczymy jak pójdzie dalej.

niedziela, 30 listopada 2014

zabawa andrzejkowa 2014

Sobota 29 listopada 2014r. Andrzejki u nas w domu. Piątka dzieci - trójka w wieku 4,5 roku, jedno w wieku 2,5 roku, jedno w wieku 1,5 roku. 

Efekt?



Ale za to rodzice mieli spokój ;).

piątek, 21 listopada 2014

pierwszy chłopak

Parę dni temu córka powiedziała mi, że ma chłopaka Pawła, trzymają się za ręce, ale się nie całują. Uff co za ulga ;).

Powiedziała "Mamusiu Paweł jest dla niej ważny, tak jak dla ciebie tatuś".

Jestem całkowicie zaskoczona. Nie byłam na to przygotowana, przecież ona ma dopiero 4,5 roku :). Ciekawe co z tego będzie ;)

wtorek, 14 października 2014

muszki owocówki...

... i zaraz mnie coś trafi. Są WSZĘDZIE! Nawet w lodówce. Już się ich pozbyłam, a tu znowu cała chmara tego małego paskudztwa.

Poszperałam w Internecie.

Na pewno nie działa na nie rajd do kontaktu. Komary padają, a one nie :/.

Nie działa też strumień gorącego powietrza z suszarki - dalej żyją.

Przeczytałam też, że można do miski włożyć owoc, zakryć folią do żywności, zrobić kilka dziurek widelcem i odstawić.  Sprawdziłam. Rzeczywiście, muszki wejdą do środka, ale dalej tam żyją. Co z tego jak potem trzeba zdjąć folię, żeby wszystko wyrzucić. Muszki odlatują...

Działa natomiast magiczna mieszanka soku z jabłek, octu i płynu do mycia naczyń.

Mikstura:
1 i 1/2 szklanki soku z jabłek,
łyżka octu,
łyżka płynu do mycia naczyń.

Wszystko mieszamy, wlewamy do miski i zostawiamy na noc. Muszki się zlatują i topią.

Efekt:


wtorek, 27 maja 2014

czytamy bajki terapeutyczne

Walczymy z nieśmiałością i czytamy bajki terapeutyczne. Jest to już nasz rytuał wieczorny - codziennie jedna bajka. 
Znalazłam bajki w Internecie. Niestety w pobliskich księgarniach sieciowych ich nie znalazłam. W Internecie jest ich dosyć sporo na różne problemy. My skupiamy się na tych związanych z nieśmiałością i brakiem wiary w siebie. Są jeszcze inne - dla dzieci które boją się ciemności, których rodzice się rozwodzą, które boją się ćwiczyć, mają problem z rodzeństwem, idą do przedszkola itd... Zresztą wpiszcie w wyszukiwarce to zobaczycie :). Każdy znajdzie coś na swój problem.

Minus tych bajek jest taki, że czytam je z komputera z edytora tekstowego. Nie ma kolorowych kartek i rysunków. Myślałam, że J. szybko się znudzi i nie będzie chciała słuchać. Bajki są długie, mają kilka stron. A tu niespodzianka!

J. bardzo chętnie słucha tych bajek i wręcz się ich domaga. To znaczy, że są fajne :). Słucha grzecznie, jest skupiona, nie marudzi, nie wierci się. Dzisiaj jak spytałam o czym była bajka, którą czytałam wczoraj to opowiedziała. Nie chce skończyć na jednej bajce, chce abym czytała więcej niż jedną. Jestem zaskoczona, bo  myślałam, że jak będę czytała coś z białej kartki i to dosyć długo to J. się znudzi. Jak właśnie się przekonuję bajka nie musi być kolorowa, żeby zachęcić dziecko do słuchania.

Dzisiaj przeczytałam dwie krótkie bajki relaksacyjne. Myślałam, że zrelaksują J. i szybciej zaśnie, ale nic z tego ;). Jutro kolejna przygoda nieśmiałego zwierzaczka. 

P.S. Ostatnie zachowania J. wskazują, że chyba rozszerzymy nasze bajki o te dla dzieci, które boją się ciemności.

sobota, 24 maja 2014

nieśmiałość

Jakiś czas temu rozbierając J. rano w przedszkolu pani dyrektor zwróciła mi uwagę, że J. bardzo ładnie ze mną rozmawia. Dodała, że to dobrze, bo będąc w przedszkolu mało mówi. Skoro jednak rozmawia ze mną to nie mam się co martwić. Słowo "nie mam się co martwić" jednak mnie zmartwiło. Podpytałam o co chodzi. J. jest grzeczna, ale mówi mało i bardzo cicho. Przed większą ilością dzieci już w ogóle nie chce czegoś powiedzieć. Chyba, że ktoś jej coś zrobi, albo zabierze to wtedy powie to wychowawczyni nawet głośno. Rozmawiałam z wychowawczynią i wygląda to tak, że J. gdy bawi się z koleżankami w grupie 3-4 osobowej, to dominuje, mówi kto ma czym się bawić i kiedy, organizuje im tą zabawę. W sytuacjach gdy ma coś powiedzieć przed większą grupą spuszcza głowę i nie chce nic powiedzieć.

To, że J. jest nieśmiała to wiem. Potrzebuje więcej czasu przy nawiązywaniu kontaktów z innymi dziećmi, wstydzi się dorosłych i dzieci (najbardziej tych, których zna), cichutko wtedy mówi. Do tego jest bardzo grzeczna i nie mamy z nią większych problemów wychowawczych.

Najgorzej jest na angielskim. J. uczy się angielskiego drugi rok. W domu śpiewa po angielsku, nazywa rzeczy, ale na zajęciach, gdy ma odpowiedzieć przy 8 osobowej grupie, nie mówi nic. Polecenia rozumie, robi to co pani chce, ale te mówienie przed wszystkimi jest problemem. Ostatnio jedna z dziewczynek powiedziała do niej "J. no powiedz, nie wstydź się" :/. Nie przyniosło to oczekiwanego efektu :( tylko pogorszyło sytuację.

Rozmawiałam ze znajomym psychologiem dziecięcym i mnie uspokoił, że w tym wieku nie jest to niepokojące jeśli w małej grupie J. dominuje i w domu dużo mówi. Polecił mi bajki terapeutyczne. Fajne są :). Jeśli za rok nie będzie poprawy to pomoc psychologa może być potrzebna. Bajki powinny na tym etapie problem rozwiązać. Do tego kilka wskazówek jak się zachowywać: nie zmuszać do występów przed rodziną typu "powiedz co tam robiłaś, a zaśpiewaj tą piosenkę itp", gdy pytamy i nie chce odpowiadać to nie pytać kilka razy, bo i tak nie odpowie, nie mówić do niej "nie wstydź się" i rzecz najtrudniejsza - można odpowiedzieć za dziecko, ale nie za często, bo się przyzwyczai.
Więc czytamy i czekamy.
Ma ktoś podobny problem?

wtorek, 7 stycznia 2014

usypianie cz. II - SUKCES!

Z tym usypianiem ciężko nam szło. Podejście pierwsze zakończyło się klęską. Postanowiłam zrobić przerwę na okres świąteczno-noworoczny. 
Z racji tego, że ja wszystkie zmiany wprowadzam nagle tzn. już, teraz, natychmiast, to wczoraj wpadłam na pomysł, że czas na samodzielne zasypianie. J. nie za bardzo była tym faktem zachwycona. Kąpiel, bajeczka z tatusiem. Jest 20.00. O 20.30 przyszedł mąż i powiedział "idź do niej bo nie śpi". To poszłam. Poleżałam parę minut i poszłam robić "ważne rzeczy". Z racji tego, że dziecko mam dziwne, J. na własne życzenie leżała w ciemnym pokoju ze ściągniętymi roletami w oknie, bo podobno raziły ją w oczy latarnie. Ciekawe... Leżała i czekała aż przyjdę. Część tego czasu stałam za ścianą i na każde wołanie "mamusiu idziesz?" odpowiadałam spokojnie, wciąż tym samym tonem "zaraz przyjdę, jestem obok". J. wytrzymała do 22. Potem zaczęło się marudzenie, trochę płaczu, znowu marudzenie, znowu płacz. Spokojnie odpowiadałam, że zaraz przyjdę. Niestety wytrzymałam do 22.20. Poszłam, przytuliłam i zasnęła. Odczekałam trochę tego płaczu, żeby dzisiaj nie zaczęła płakać wcześniej - bo mama na płacz przyjdzie. Chyba się obraziła, bo nie przyszła do nas w nocy. Spała do rana sama.

Dzisiaj też po 20.00 w łóżku, bajeczka, przytulki do mamy i wyszłam. Wyszłam dopiero po jakiś 30 min. Prawie mi się przysnęło. Znowu musiałam robić ważne rzeczy :). O. 21.50 J. poszła siku (w trakcie pierwszego podejścia przed świętami "sikała" co 15 min.), z łazienki do łóżka i cisza. Poszłam się myć. Dalej cisza. Odczekałam jeszcze trochę wchodzę do pokoju i śpi! Zasnęła sama, bez płaczu. W ciemnym pokoju, bez lampek, ze ściągniętymi roletami. Wow. Nie wierze. Sukces. Ciekawe jak będzie jutro :).

Odpowiadanie na wołanie dziecka spokojnym głosem, bez zdenerwowania jest najbardziej odpowiednie. Podejść, schować się za ścianę i powiedzieć "zaraz przyjdę, już kończę, jeszcze chwileczkę". Dziecko wyczuje zdenerwowanie. Tym razem spokój mnie uratował. Trzymajcie kciuki za jutro!


8.01.2013r. godz. 21.50
J. już śpi. drugi dzień zasnęła sama :).

niedziela, 5 stycznia 2014

Czekolada i inne cukry

Od 15 miesięcy nie słodzę kawy, ani herbaty. Już za tym nie tęsknię. Początki jednak były trudne. Zaczęło się od tego, że nadeszła jesień. Na dworze zimno i ponuro. Lubiłam herbatę z cukrem, cytryną i syropem malinowym. Bardzo dużo jej piłam. Nagle dotarło do mnie, że dostarczam organizmowi niesamowite ilości cukru. Zapaliła się lampka nad głową. Koniec.
Pierwsze dni to był jakiś dramat. Miałam wrażenie, że mi ręce drżą. Herbata nie miała dla mnie żadnego smaku, ledwo potrafiłam ją przełknąć. Odczuwałam brak cukru w organizmie - zaczęłam częściej sięgać po czekoladę, a do tej pory mogłam długo o niej nie myśleć. Z kawą poszło szybciej. Wytrwałam :). Teraz po 15 miesiącach herbata z cukrem jest dla mnie za słodka. Piję dużo herbaty zielonej z cytryną i to bez cukru. Kiedyś bym jej nie przełknęła :P. Organizm się przyzwyczaił - przestałam się rzucać  na czekoladę.

Gdy urodziła się J. postanowiliśmy, że do skończenia pierwszego roku życia nie będzie jadła czekolady. Poszło nam nadzwyczajnie dobrze, rok minął niespodziewanie, więc czemu nie przedłużyć postanowienia do drugich urodzin? I znowu się udało :).  
Tak minęły nam dwa lata bez słodyczy. Potem poleciało z górki. Oczywiście pod nadzorem.

Taka decyzja, o ograniczaniu słodyczy u dziecka, należy do rodziców i uważam, że powinna być uszanowana przez najbliższych. U nas było różnie, reakcji tyle co ludzi. Otoczenie nie zawsze się z tym zgadzało. Córka często dostawała czekoladki. Bardzo szybko jednak znikały z jej wzroku. Najbardziej zaskoczyło mnie pytanie cioci, która gdy dowiedziała się, że nie dajemy J. czekolady spytała "a co na to pediatra? konsultowałaś to z nim? przecież mleczna czekolada jest zdrowa!" I mnie zatkało! Stałam wryta i jedne co wystękałam to to, że nie konsultowałam. Wow. Jakby mnie ktoś w głowę uderzył nie wiedziałam co powiedzieć. 
Później były soki, soczki, czekoladki, ciasteczka i... same mamy wiecie co dzieci uwielbiają :). Przez jakiś czas udawało nam się z piciem owocowej herbaty bez cukru, ale cały wysiłek szlag trafił przy pomocy dziadków, którzy z uporem dawali J. herbatę słodzoną. Jaka ja wtedy byłam zła. Tyle mnie to trudu kosztowało :(. Przyszły ciepłe dni. Polały się soczki. Po jakimś czasie doczytałam się, że nawet te bez cukru i tak mają naturalnych cukrów tyle co coca cola. Nie mówiąc o innych napojach, w których cukier był wyższy niż w coli. Z dwojga złego z dnia na dzień zamieniłam je na wodę smakową. Cukru było o połowę mniej. Woda smakowa to żadna zdrowa woda tylko kolejne świństwo. Tak samo jak poprzednio, w listopadzie, z dnia na dzień wprowadziłam J. wodę mineralną bez żadnych dodatków. Jakie było moje zdziwienie jak córcia chętnie ją zaczęła pić. Troszkę pomarudziła, gdzie jest woda cytrynowa. Konsekwentnie mówiłam, że się skończyła :). Ufff udało się. Wróciliśmy też u nas w domu do herbaty bez cukru. Teraz na topie jest czarna cytrynowa lub pomarańczowa. 
Każde dziecko kocha czekoladę. Nie dziwię się :). Staram się jednak trzymać zasady, że jak J. zje słodycz to potem musi być owoc lub warzywo (J. lubi najbardziej kiwi, jabłko ze skórką, mandarynki, winogrona, kukurydzę lub groszek konserwowy), a dopiero potem kolejny słodycz. Czasami jest opór i płacz, zależy od dnia. Udaje się czasami zapchać ją owocami i stwierdza, że np. zjadła wcześniej za dużo lizaka i chyba brzuszek ją rozbolał to już nie chce więcej. Wiadomo, że zjadła za dużo mandarynek, ale nie mam ochoty wyprowadzać ją z błędu, skoro twierdzi, że to od słodyczy hihi.

piątek, 20 grudnia 2013

ja usypiam ciebie ty usypiasz mnie - kto będzie pierwszy?

Usypiam córkę czytając jej bajki, śpiewając kołysanki. Do jakiegoś momentu był to dobry sposób. Teraz mamy problem. Od października córka zasypia około 22, albo i później. Codziennie wstaje wcześnie rano. Jak ja ją zaprowadzam do przedszkola to wstaje o 6. W przedszkolu z leżakowaniem nie ma problemu. Zasypia w kilka sekund i śpi dwie godziny. Tak się niestety regeneruje, że potem nie chce zasnąć wieczorem, późno zasypia, rano jest nieprzytomna i koło się zamyka. Gdy pierwszy stres przedszkolny minął postanowiłam, że nadszedł czas, aby córcia zasypiała sama.
Wygląda to tak: kładę ją do łóżka w jej pokoju. Światła są zgaszone bo córcia uważa, że ją światło razi w oczy. Buzi, bajka i wychodzę z pokoju. Jest około 20. Do 22 córcia sika z dziesięć razy, pije piętnaście razy i zasnąć dalej nie chce. W tym czasie nie płacze, nie krzyczy, opowiada coś misiom, lalkom. Czasami zapyta co robię. Po 22 przychodzę do jej pokoju, trochę przy niej siedzę i zasypia już o tej porze dosyć szybko.
Czasami zdarza się, że o 20 kładę się z nią. Troszkę opowiada mi o przedszkolu, co tam się wydarzyło. Potem jest czas na przytulanie i zasypiamy. Obydwie zasypiamy... Nigdy nie wiem kto kogo uspał pierwszy :D Bardzo tego nie lubię. Potem budzę się około północy (zdarzyło się, że i o drugiej), cała połamana, zwinięta na małym łóżeczku i idę do sypialni. Po jakimś czasie przychodzi do sypialni córka, najczęściej po 3. O ile wspólne nocne spanie mi nie przeszkadza, to chciałabym wypracować system samo-zasypiania. Drogie Mamy, macie jakieś pomysły jak uspać wyspane dziecko :P?

wtorek, 3 grudnia 2013

Katar.... Cebulo, pomocy!

Odporność matki ma niestety granice wytrzymałości :(.
Córka od paru dni jest przeziębiona. Katar, kaszel. I tak w kółko. W nocy przychodząc do nas do łóżka przytula się do mnie. Niestety ostatnio zamiast przytulania do taty zdecydowanie wolała do mamy... I do rano kichała i kaszlała prosto na moją twarz. Nawet najbardziej odporna mama nie byłaby w stanie długo tego wytrzymać.
Moja wytrzymałość skończyła się dzisiaj. Teraz ja kicham :(.

Na katar mam sprawdzony sposób - dobry dla dzieci i dorosłych.
Potrzebna będzie duża cebula i pielucha tetrowa lub stara skarpetka. Cebulę kroimy w półksiężyce i wkładamy do pieluchy (lub skarpetki) i zawieszamy dziecku na łóżeczku jak najbliżej nosa.

Dla dorosłych polecam położyć na poduszce folię lub jakiś worek, a na to cebulę w pieluszce lub skarpetce. Ma być jak najbliżej nosa. Bardzo to ułatwia oddychanie. Dwa, trzy dni i po katarze :).