wtorek, 14 października 2014

muszki owocówki...

... i zaraz mnie coś trafi. Są WSZĘDZIE! Nawet w lodówce. Już się ich pozbyłam, a tu znowu cała chmara tego małego paskudztwa.

Poszperałam w Internecie.

Na pewno nie działa na nie rajd do kontaktu. Komary padają, a one nie :/.

Nie działa też strumień gorącego powietrza z suszarki - dalej żyją.

Przeczytałam też, że można do miski włożyć owoc, zakryć folią do żywności, zrobić kilka dziurek widelcem i odstawić.  Sprawdziłam. Rzeczywiście, muszki wejdą do środka, ale dalej tam żyją. Co z tego jak potem trzeba zdjąć folię, żeby wszystko wyrzucić. Muszki odlatują...

Działa natomiast magiczna mieszanka soku z jabłek, octu i płynu do mycia naczyń.

Mikstura:
1 i 1/2 szklanki soku z jabłek,
łyżka octu,
łyżka płynu do mycia naczyń.

Wszystko mieszamy, wlewamy do miski i zostawiamy na noc. Muszki się zlatują i topią.

Efekt:


poniedziałek, 13 października 2014

zapalenie krtani

Dopadło mnie zapalenie krtani. Miałam kaszel tydzień, coś mnie w gardle drapało, ale myślałam, że przejdzie. Dzisiejsza noc był nie do wytrzymania. W gardle jakbym miała igły. Miałam iść do lekarza już w zeszłą środę, ale po co. Przecież przejdzie... Dzisiaj już nie miałam innego wyjścia. Nie dało się nawet śliny przełknąć. Tym sposobem porządnie się załatwiłam. Mam tydzień L4 i całkowity zakaz mówienia. Super... Ciekawe jak to zrozumie moje dziecko. Na razie nie rozumie dlaczego mama nie może mówić, ja się irytuję, bo nie mogę odpowiedzieć.

Do tego dzisiaj byliśmy zaproszeni do znajomych. I jak tu nie mówić!? Wymyśliłam, że będę się porozumiewała tekstem pisanym na kolorowych kartonikach.

Tak to wyszło:










Pozostałe rzeczy pisałam na bieżąco, niczym reporter ;). Było wesoło :). Zapisałam pół zeszytu....Pozostali uczestnicy spotkania grzecznie wszystko czytali :).

niedziela, 12 października 2014

30 lat mineło jak jeden dzień ;)

We wrześniu skończyłam trzydziesty rok życia.

Jak spełnią się wszystkie życzenia zdrowia i szczęścia to do setki pożyję spokojnie ;).

Tak wyjątkowe święto trzeba było oczywiście uczcić tortem. Jedno jest pewne. Opanowałam jak zrobić fajne "róże" z kremu :).







wracam do blogowania :)

Od ostatniego posta minęły trzy miesiące i czas wrócić do blogowania.

Dużo się wydarzyło i dzieje się, więc będzie o czym pisać.


Pozdrawiam!

poniedziałek, 14 lipca 2014

tydzień bez dziecka

Tydzień temu zawieźliśmy córkę na wieś. Spędza tam właśnie wspaniałe wakacje z moimi rodzicami, moją babcią i psem. Do tego - kury, kaczki, traktory, kombajny, czasem przejeżdżające konie, jezioro, piaskownica, ogród. Czyli wszystko to, co jest niezbędne podczas nieobecności rodziców. Nasza rozłąka potrwa 4 tygodnie. Pierwszy tydzień już za nami. Dziecko nie tęskni za rodzicami, nie płacze, a jak dzwonimy to rozmawia, ale wczoraj na rozmowę z tatą nie miała czasu. Na rozmowę z mamusią również. To znaczy, że jest jej tam dobrze.

A co ze mną?
Odpoczywam :D. Jestem tak zdezorientowana brakiem czterolatki, że nie mogę się zabrać za te wszystkie rzeczy, które chciałam. Wciąż jest na wszystko czas, nie trzeba się spieszyć, można po pracy uciąć sobie dwugodzinną :) drzemkę, potem bieganie i wieczorne nicnierobienie. Można posłuchać głośno ulubionej muzyki i fałszować na całe gardło.
Mimo wszystko jednak napawam się ciszą. I tego mi chyba najbardziej w domu ostatnio brakowało. Zbieram siły na następne miesiące.

niedziela, 13 lipca 2014

bieganie dzień 2

Dzisiaj znowu pobiegłam. Zaczyna mi się podobać :). Jest weekend, zobaczymy jak będzie jutro gdy wrócę zmęczona po pracy...  czy też mi się zachce.

Trasa 3,94 km, 27 min i minus 276 kcal. Biegło mi się lepiej niż wczoraj, biegłam też inną trasą. Myślę, że na początek te 4 km wystarczą.

Zakwasy są okropne :/. Wszystko boli :(.

sobota, 12 lipca 2014

podobno cała Polska biega ;)

Podobno cała Polska biega. Mój mąż biega, chyba od pół roku. Mi też się zachciało :).

Piątek 11 lipca. Bieg pierwszy.
Start godz. 21. 
Biegnę z mężem. Po 200 metrach mi się odechciało, bo się dowiedziałam, że:
- źle ruszam rękami,
- źle oddycham,
- źle pracuję nogami,
- mam nieodpowiednie buty itd.
Każdemu by się odechciało!!!! Nie ma to jak motywacja! Gadał tyle, że mu powiedziałam, że ma się zamknąć. Już miałam po biegu, chciałam się wrócić do domu. Dalej pobiegliśmy w ciszy. Byłam maksymalnie wkurzona. Zamiast mnie zachęcić to mnie zniechęcił. Trasa miała 6 km. Może, ze 4 km przebiegłam, resztę szłam wciąż wkurzona i zmęczona. Do tego ugryzł mnie komar... za uchem, w jedyne miejsce, które nie popsikałam offem :/

Jaki z tego morał? Będę biegać sama :D.

Dzisiaj wyruszyłam trochę po godz. 11.00. Łącznie trasa miała 3,72 km, czas biegu 26 min. Nie wiem jakie są statystyki, nie wiem jakie normy i czy to dobrze jak na początek. Biegłam sama i było mi bardzo dobrze w tej samotności. Sobota rano, ruch w pełni. Ludzie na chodnikach z zakupami, a ja się przeciskałam biegnąc :). Najbardziej do dalszego biegu motywowały mnie miny mijanych kobiet, które mówiły do siebie ja też zacznę biegać od poniedziałku.

Potem padłam w domu na podłogę (myślałam, że nie przeżyję tego wysiłku) i tak leżałam i leżałam w przedpokoju i uwieczniałam swój sukces na zdjęciach :D :D :D. Trochę ręce mi drżały... po kilkunastu minutach zdziwiona uznałam, że dalej żyję :D

coś mi się zepsuło, nie potrafię zdjęcia dodać, dodam później.


p.s. co z mamą na wygnaniu i z jej blogiem?