niedziela, 5 stycznia 2014

Czekolada i inne cukry

Od 15 miesięcy nie słodzę kawy, ani herbaty. Już za tym nie tęsknię. Początki jednak były trudne. Zaczęło się od tego, że nadeszła jesień. Na dworze zimno i ponuro. Lubiłam herbatę z cukrem, cytryną i syropem malinowym. Bardzo dużo jej piłam. Nagle dotarło do mnie, że dostarczam organizmowi niesamowite ilości cukru. Zapaliła się lampka nad głową. Koniec.
Pierwsze dni to był jakiś dramat. Miałam wrażenie, że mi ręce drżą. Herbata nie miała dla mnie żadnego smaku, ledwo potrafiłam ją przełknąć. Odczuwałam brak cukru w organizmie - zaczęłam częściej sięgać po czekoladę, a do tej pory mogłam długo o niej nie myśleć. Z kawą poszło szybciej. Wytrwałam :). Teraz po 15 miesiącach herbata z cukrem jest dla mnie za słodka. Piję dużo herbaty zielonej z cytryną i to bez cukru. Kiedyś bym jej nie przełknęła :P. Organizm się przyzwyczaił - przestałam się rzucać  na czekoladę.

Gdy urodziła się J. postanowiliśmy, że do skończenia pierwszego roku życia nie będzie jadła czekolady. Poszło nam nadzwyczajnie dobrze, rok minął niespodziewanie, więc czemu nie przedłużyć postanowienia do drugich urodzin? I znowu się udało :).  
Tak minęły nam dwa lata bez słodyczy. Potem poleciało z górki. Oczywiście pod nadzorem.

Taka decyzja, o ograniczaniu słodyczy u dziecka, należy do rodziców i uważam, że powinna być uszanowana przez najbliższych. U nas było różnie, reakcji tyle co ludzi. Otoczenie nie zawsze się z tym zgadzało. Córka często dostawała czekoladki. Bardzo szybko jednak znikały z jej wzroku. Najbardziej zaskoczyło mnie pytanie cioci, która gdy dowiedziała się, że nie dajemy J. czekolady spytała "a co na to pediatra? konsultowałaś to z nim? przecież mleczna czekolada jest zdrowa!" I mnie zatkało! Stałam wryta i jedne co wystękałam to to, że nie konsultowałam. Wow. Jakby mnie ktoś w głowę uderzył nie wiedziałam co powiedzieć. 
Później były soki, soczki, czekoladki, ciasteczka i... same mamy wiecie co dzieci uwielbiają :). Przez jakiś czas udawało nam się z piciem owocowej herbaty bez cukru, ale cały wysiłek szlag trafił przy pomocy dziadków, którzy z uporem dawali J. herbatę słodzoną. Jaka ja wtedy byłam zła. Tyle mnie to trudu kosztowało :(. Przyszły ciepłe dni. Polały się soczki. Po jakimś czasie doczytałam się, że nawet te bez cukru i tak mają naturalnych cukrów tyle co coca cola. Nie mówiąc o innych napojach, w których cukier był wyższy niż w coli. Z dwojga złego z dnia na dzień zamieniłam je na wodę smakową. Cukru było o połowę mniej. Woda smakowa to żadna zdrowa woda tylko kolejne świństwo. Tak samo jak poprzednio, w listopadzie, z dnia na dzień wprowadziłam J. wodę mineralną bez żadnych dodatków. Jakie było moje zdziwienie jak córcia chętnie ją zaczęła pić. Troszkę pomarudziła, gdzie jest woda cytrynowa. Konsekwentnie mówiłam, że się skończyła :). Ufff udało się. Wróciliśmy też u nas w domu do herbaty bez cukru. Teraz na topie jest czarna cytrynowa lub pomarańczowa. 
Każde dziecko kocha czekoladę. Nie dziwię się :). Staram się jednak trzymać zasady, że jak J. zje słodycz to potem musi być owoc lub warzywo (J. lubi najbardziej kiwi, jabłko ze skórką, mandarynki, winogrona, kukurydzę lub groszek konserwowy), a dopiero potem kolejny słodycz. Czasami jest opór i płacz, zależy od dnia. Udaje się czasami zapchać ją owocami i stwierdza, że np. zjadła wcześniej za dużo lizaka i chyba brzuszek ją rozbolał to już nie chce więcej. Wiadomo, że zjadła za dużo mandarynek, ale nie mam ochoty wyprowadzać ją z błędu, skoro twierdzi, że to od słodyczy hihi.

sobota, 4 stycznia 2014

mamusiowe zabawy manualne

Zauroczona pracami z Dzieciaki w domu postanowiłam spróbować naszych sił. Śmiechu było sporo. Zaczęło się od tego, że J. wzięła do ręki patyczek kreatywny i powiedziała "to będzie moja inspiracja".  Szok! Skąd ona zna słowo I-N-S-P-I-R-A-C-J-A? Start był całkiem niezły, przynajmniej jeśli chodzi o humory. 
Z bałwankami, które miały wglądać tak trochę przekombinowałam, bo nie wycięłam mniejszych kółek :/. Następnym razem bardziej się skupię. J. Zakładała szaliki, naklejała oczy i mazakiem rysowała resztę. 

Bałwanki smutne mają żółte szaliki.

 Bałwanki uśmiechnięte.


Ten Bałwanek idzie na bal i musi być kolorowy.


Zdecydowanie muszę się bardziej przyłożyć i skupić na szczegółach. Mamy długi weekend więc J. pewnie się upomni o bałwanki to zrobimy bardziej wypaśne :P.

Później był czas na moją zabawę czyli mama w domu :P. Zrobiłam petardę. Dużo czasu mi zajęła ale efekt super. Jestem z siebie dumna :D.


 nie wiem dlaczego poodwracały mi się zdjęcia? :(

piankowe kawiatki cz. III ostatnia

Ledwo J. otworzyła dzisiaj oczy o 7... (przypominam, że jest sobota, można pospać...) to już krzyczała "mamusiu zrobimy kwiatki?" No to wykorzystałyśmy ostatni zestaw.

Zestaw trzeci: kwiatki i łodygi.
Stopień trudności: łatwy. 




koniec :(. Muszę zaopatrzyć się w następne zestawy :) bo J. zabawa bardzo się podoba.

piątek, 3 stycznia 2014

piankowe kwiatki cz. II

Dzisiaj dalej tworzyłyśmy kwiatki. Najpierw wykorzystałyśmy resztę naklejek, która została z poprzedniego zestawu. Wyszło takie dzieło:







Później zabrałyśmy się za zestaw drugi - doniczki, kwiatki, płatki, listki.
Stopień trudności - dla nas średni. J. nie za bardzo kojarzyła o co chodzi, że ma robić jakieś bukiety. Ostatecznie efekt całkiem miły dla oka.

kolory tutaj jakieś słabe :/




ciąg dalszy nastąpi :).

czwartek, 2 stycznia 2014

piankowe kwiatki cz. I

Odwiedziłam ostatnio hurtownię papierniczą. Zaopatrzyłam nas w kilka ciekawych rzeczy. Polecam dla maluchów, które lubią zabawy manualne. Bardzo spodobały mi się zestawy naklejek piankowych. Wybrałam różne zestawy do tworzenia kwiatków. Elementy tworzące kwiatek są osobno. Dziecko samo musi je połączyć. Do tego dokupiłam zestaw kolorowych kartoników i J. dzisiaj tworzyła łąkę nad którą latały motylki.

Zestaw pierwszy: łodygi, tulipany, motylki.
Stopień trudności dla 3,5 latki (która lubi zabawy manualne) - łatwy.



ciąg dalszy nastąpi :).
Kochane Czytelniczki!
Kochani Czytelnicy!

W Nowym 2014 Roku 
życzę Wam samych 
szczęśliwych dni!

Sylwester :)

W minionym już roku postanowiłam, że sylwester będzie rodzinny czyli zaprosimy znajomych z dziećmi. Nie chciałam oddawać córki do dziadków bo chciałam, żeby z nami wkroczyła w kolejny rok. Zapraszając znajomych z dziećmi można połączyć przyjemne z pożytecznym :P. Miała być piątka urwisów. Niestety u K. właśnie skończyła się ospa, a u jej brata S. zaczęła. Została więc trójka. Dwoje 3,5-latków i prawie dwulatka. Dzieciaczki często się ostatnio widywały i zniknęły rodzicom z oczu w drugim pokoju. Dorośli mieli w miarę spokój i mogli spokojnie świętować. 
Oczywiście dzieci bez żadnego marudzenia wytrzymały do 2.30. Nie będę tego komentować. Skąd u nich ta siła!? 
Nie mogło zabraknąć z tej okazji tortu. Troszkę przesadziłam z wielkością. Było 9 osób dorosłych, a upiekłam tort na wesele ;). Ogromny był. Mnóstwo czasu zajęło zrobienie go, ale było warto :). Wizualnie możecie ocenić sami :).