piątek, 31 stycznia 2014

przejazdzka "czerwonym" :)))))

Dzisiaj musiałam udać się do kogoś tam, gdzieś tam, a auto w naprawie... Mogłam pożyczyć auto od rodziców lub teściów. Myślałam o tym od poniedziałku, ostatecznie jednak zdecydowałam wczoraj, że pojadę autobusem. Ojej, kiedy to ja ostatnio jechałam autobusem!? Nie pamiętam... Dużo chodzimy pieszo, wszędzie mamy blisko. Jak studiowałam to dojeżdżałam autobusem, a potem? No nic, pomimo niepamięci dalej postanowiłam, że pojadę autobusem :D.
Podekscytowana stałam na przystanku z biletem w ręce, żeby nie zapomnieć skasować :P. Wsiadłam, skasowałam bilet i usiadłam na wolnym miejscu. Autobus ruszył. Wszystko się trzęsło, głośno bardzo :/. Trzęsie bardzo bardzo. Trafił mi się stary model, nie taki niskopodłogowy. Pewnie pod dziesiątą warstwą lakieru, która obecnie odchodzi z blachą, która rdzewieje, jest czerwony kolor. Tak! autobus na pewno kiedyś był czerwony :)! Jadę dalej i podziwiam okolice. Ile się zmieniło. Dawno nie jechałam tą trasą, nawet samochodem. Ile domów się pobudowało. Pytam w myślach gdzie ten kryzys? Tyle domów. Skąd na to pieniądze? Albo kredyt, albo bogaci rodzice, albo wypasiona wypłata. Jadę i się cieszę, że ktoś ma fajny domek z ogródkiem, ale jednocześnie w głowie brzmi myśl "gdzie ten kurde kryzys". Chyba coś przegapiłam, może już ten kryzys minął? Las domów, domków, garaży. Chciałabym mieć domek jak ten jeden garaż :D haha. Wyjeżdżam z dzielnicy gdzie te nowe jednorodzinne. Dalej autobus się trzęsie, bardzo głośno w środku. Na szczęście nie ma tłoku, a ok. 16 to mógł się trafić tłok. Siedzę i nie muszę nikomu ustąpić miejsca, co mnie cieszy. Patrzę dalej - tu się pobudowało, tam rozbudowuje, o i nowy sklep dyskontowy :). Dzieje się wokół. To dobrze. Dojeżdżam na miejsce. Wysiadam. Minęło 25 min. Jak szybko!
Miałam radochę jadąc autobusem. Kiedyś to się narzekało, a teraz miałam frajdę. Gdyby nie moje szczęście, że do pracy chodzę pieszo, to pewnie takiej radości bym dzisiaj nie miała :). Muszę J. zabrać na przejażdżkę.
U kogoś tam, gdzieś tam trochę mi zeszło. Wróciłam lepszym wozem. Przyjechał po mnie mąż samochodem teściów. Oni mają podgrzewane siedzenia! Fajny bajer przy takim mrozie. Zrezygnowałam z autobusu tylko dlatego, że było już późno, a przecież trzeba jeszcze poćwiczyć...
A jak tam Wasze autobusy? Podróżujecie na co dzień? A może od święta ;)?

czwartek, 30 stycznia 2014

mozna juz głosować :)

Można już głosować na Bloga Roku 2013 wysyłając smsa :)


Zapraszam więc do wysłania smsa o treści: 
A00894 na numer 7122 

UWAGA! znak "0" to cyfra zero. 

Pamiętajcie, że na dany blog można wysłać tylko jednego smsa.


Głosowanie trwa do dnia 6 lutego do godziny 12:00.

dzień IV, tydzień I, faza I

Dzień IV( tydzień I, faza I). CVX. czwartek
Super, super, Super, SUPER zestaw ćwiczeń. Bardzo mi się podobało. To będzie najlepszy zestaw ćwiczeń przez najbliższe dwa tygodnie. Wyskakałam się porządnie. Ostatnie 10 minut ćwiczyłam bez obciążenia, bo już nie miałam siły. Pokonywanie własnych słabości jest takie ciężkie :(.

A do tego mąż kusi, niczym wąż Ewę :/. Po pracy poszliśmy na zakupy, nie to brzmi źle ;), poszliśmy do CH pochodzić po butikach (tak to się nazywa poprawnie?). Potem były zakupy spożywcze. Mąż już mnie namówił na frytki na wieczór. Już były w koszyku. Nagle mąż zauważa pizzę w promocji - dwie szt. za 8 zł. Wymienia frytki na pizzę. Ślinka mi cieknie. Na moim prawym ramieniu diabełek mówił mi "weź też dla siebie". Na lewym ramieniu aniołek ciągnął mnie za ucho i mówił "nie, tylko nie fast food". Tak się złożyło, że po lewej stronie ode mnie był łosoś norweski wędzony, też w promocji :D, więc wzięłam 100g łososia, poszłam po chlebek pita i na kolację zjem zdrową kanapkę. Nie wiem jak przeżyję te zapachy z podgrzewanych pizz męża buuu ;(. Jak nie dam się skusić na kawałeczek pizzy to wrzucę jutro karteczkę do puszki. Oprzeć się takiej pokusie to duży wyczyn. Trzymajcie za mnie kciuki. Chyba zatkam nos... albo... albo... sama nie wiem co...

środa, 29 stycznia 2014

dzień II i III, tydzień I, faza I

Dzień II (tydzień I, faza I) - The Warrior. wtorek
Po wczorajszym, dzisiaj po południu wyszły mi zakwasy. Nie lubię ćwiczyć z zakwasami :(. Przed ćwiczeniami na wszelki wypadek zjadłam łyżeczkę naturalnego miodu. Jestem na odwyku słodyczowym i odczuwam brak cukru. Latem jadłam zdecydowanie mniej słodyczy, a to dlatego, że jadłam więcej sezonowych owoców i dostarczałam organizmowi wystarczającą ilość cukrów. Ostatnio jednak zasmakowałam w czekoladkach, cukierkach, galaretkach w czekoladzie itp. Ostatnio czyli gdzieś w listopadzie :D. Kolejny dzień na odwyku przeżyłam. Ratunkiem jest miód. Jak miałam w pracy ochotę na coś słodkiego jadłam łyżeczkę miodu. Wystarczało na długo! :)
Drugi dzień ćwiczeń za mną. Najlepszy moment to ćwiczenia think drills. Od razu  można poczuć, której części ciała należy się pozbyć, bo części te drżą jak galaretka :P. I jeszcze ćwiczenie roller boat. Gdyby nie zakwasy poszłoby mi lepiej. Dużo jest ćwiczeń pompek co sprawiło mi trudność. 30 min jednak szybko minęło :).

Dzień III (tydzień I, faza I). Yoga X. środa
Chwała niech będzie dla twórcy p90x3 za skrócenie jogi do 30 min. O ile wszystkie pozostałe ćwiczenia z pierwszej edycji programu ćwiczyłam tak jak nakazano godzinę, to przy jodze -1,5h- miałam dosyć. Teraz nie będzie to już dla mnie takie uciążliwe. Wczorajsze zakwasy to nic w porównaniu z dzisiejszymi. Brzuch mnie boli z każdej strony. To dobry znak - wczoraj się nie obijałam. Naciąganie się w niektórych pozycjach jogi było niestety bolesne buuuu. Mam nadzieję, że do  niedzieli zakwasy mi zejdą.  Po ćwiczeniach zdrowa przekąska jogurt,płatki i mięta :).
Coraz bardziej podobają mi się te ćwiczenia. 30 min to bardzo mało.

poniedziałek, 27 stycznia 2014

dzień I, tydzień I, faza I

Accelerator


Do tej pory ćwiczyłam p90x. Ćwiczenia te codziennie pochłaniają dużo czasu. Trzeba mieć zarezerwowane minimum 60 min, a czasami nawet i 90. Pojawiła się jednak bardziej udoskonalona wersja p90x mianowicie P90X3, która codziennie trwa tylko 30min (30min dla 30-tki - to przeznaczenie :D:D:D)! W Internecie wszystko możecie sobie przeczytać, czy to na stronie oficjalnej programu czy też na stronach polskich o co kaman. W każdym bądź razie dla mnie super sprawa bo potrzebuję dziennie tylko 30 min. Tyle czasu znajdzie nawet bardzo, bardzo zabiegana, pracująca mama.Wczoraj skończyłam trzeci tydzień p90x classic. Był to dla mnie ciężki program. Ćwicząc latem p90x lean miałam jakoś więcej motywacji i było mi łatwiej... 
Bez chwili zawahania postanowiłam wczoraj, że dzisiaj będę kontynuowała ćwiczenia, tyle że w programie p90x3 lean

Dzień 1, tydzień 1, faza 1 :) (jak to ładnie brzmi :D :D:D)
Asscelerator
30-to minutowy trening bardzo przyjemny. Oczywiście jak z każdym nowym filmem i nowymi ćwiczeniami, muszę się ich nauczyć. Popatrzeć dokładnie jak ćwiczy Tony Horton, a potem z czasem dojdę do wprawy. Trzydzieści minut nie znaczy wcale, że było łatwo bo krócej. Ćwiczenia są dynamiczne - zero nudy :P. Łącznie poćwiczyłam może z 18min bo resztę sapałam i łapałam oddech. Za dwa tygodnie będzie lepiej. Może poćwiczę 22 min.
Pamiętam jak zaczynałam Ab ripper od 12-15 powtórzeń. Marzyłam, żeby móc zrobić 18 no 20 powtórzenia. Po 4 tygodniach leciałam 25. Ćwiczenie czyni mistrzem. 

Żeby nie było tak różowo to po ćwiczeniach czas coś zjeść...




Smakuje tak samo jak wygląda :)
jogurt nauralny
płatki żytnie
listki świeżej mięty
Wszystko bez cukru. Smak mniej więcej jak papier miętowy ;). Można to nazwać przekąską, natomiast moja przyjaciółka nazwała to pieszczotliwie "wymiataczem dla jelit". Czyż nie słodka nazwa?
Po takiej zdrowiej przekąsce czas na słodycze - tak, tak łyżeczka naturalnego miodu i człowiekowi zaraz lepiej :D.

niedziela, 26 stycznia 2014

popcorn i kokos

Dzisiaj pobawiłyśmy się zimowo. Najpierw zainspirowane zabawami z popcornem zrobiłyśmy bałwanki. Od lewej mamusia, dzidziuś i tata.
Później znane Wam już kaczuszki i zajączki zaczęły hasać sobie w zimowym kokosowym pejzażu :).


W pokoju zrobiło się bardzo aromatycznie :). J. tylko powiedziała "mamusiu nie tyle śniegu bo kaczuszki i zajączki zmarzną" :).

kaczuszki i zajączki

Łącząc weekend bez bajek i karę bez bajkową za zachowanie było u nas twórczo. Swoją drogą, co to za kara, jak dziecko ma taką radość bez tych bajek. Mądra mama po szkodzie ;).
Ale do rzeczy.  Kupiłam taśmę w pasmanterii z kaczuszkami i zajączkami. Taką ozdobną.



Pocięłam kaczuszki i zajączki na sztuki. Oddałam się inwencji twórczej rysując "tło" (zdolniacha ze mnie :P). J. dokończyła dzieło przyklejając zwierzątka w odpowiednie miejsca. Spytałam dlaczego zajączki są w wodzie. J. odpowiedziała "mamo nie widzisz, że są brudne?". Jak mogłam nie zauważyć... ;)

piątek, 24 stycznia 2014

blaski i wrzaski

Bycie matką to coś wspaniałego, nieokreślonego. Miłość do dziecka jest nieskończona. Przytulania, chichoty, wspólne szaleństwa na łóżku, całuski - och, ach i ech. Wspólne zabawy, odkrywanie świata i wszystkiego wokół i znowu - och, ach i ech. Niestety czasami poza tymi blaskami macierzyństwa zdarzają się wrzaski. O ile wrzaski maleństwa kilkutygodniowego czy kilkumiesięcznego mogą wyprowadzić z równowagi, tak wrzaski 3,5 latki - takie świadome, żeby pokazać, że ma focha, mymuszające - doprowadzają do sytuacji, że człowiek ma ochotę wyjść z siebie i stanąć obok. 
Dopiero co opisywałam miniony poniedziałek, ale to co J. odprawiła dzisiaj to był koniec świata. Nie wiem skąd u niej tyle złości. Wiem, jedynaczka, no ale żeby tak wymuszać, że chce wszystko mieć na już, teraz, natychmiast!? Pobudziła całą kamienicę i pół dzielnicy. Darła się jak nie wiem co. W połowie drogi do przedszkola zatrzymałyśmy się, krzyknęłam na J, że ma być cicho. Musiałam się wysilić, żeby przebić się przez płacz. Nastało 10 sekund ciszy. Przekazałam spokojnie moje niezadowolenie co do jej zachowania i dodałam, że nie ma bajek do odwołanie (nie wiem czy J. rozumie słowo "odwołanie"). W tym miejscu nastąpił wrzask i trwał do bramy przedszkola. Cwaniara... I nastała cisza :) :). Szybka konsultacja wśród rodziców. Nie jestem sama, inne dzieci tez wrzeszczą :D. Troszkę to pociesza. W pracy szybko tabletka na ból głowy, potem druga. 
Nie ma to jak załatwić matkę z rana...
Też macie takie momenty?

czwartek, 23 stycznia 2014

7 maja 2013r.

Ważna data, którą zapamiętam do końca życia :) Podjęłam właśnie decyzję o przejściu treningu A6W. Był to drugi dzień ćwiczeń. Szukałam w internecie jakie są efekty po przećwiczeniu wszystkich dni. I tak, zupełnie przez przypadek znalazłam filmik Eweliny. Wow! ale efekty! Ja nie mogę!!! Szok, niedowierzanie. Postanowiłam, że wytrwam ile się da w A6W (a poszło mi tak), a potem zacznę P90X. 
P90X lean (są różne treningi opiszę je osobno) zaczynam ćwiczyć 10 czerwca. Waga 67kg przy wzroście 165. Cały trening trwa 90 dni, ma trzy fazy po 4 tygodnie. Ćwiczy się codziennie.

Tydzień pierwszy
Ćwiczenia są super. Mam energię do ćwiczeń. Przede wszystkim mi się chce. Ćwiczę bez sprzętu. Pierwszego dnia ćwiczeń mam wrażenie, że jestem galaretką :D - wszystko się u mnie trzęsie. Okropne uczucie. Poczułam czego muszę się pozbyć tych galaretowatych tworów mojego ciała. Zakwasy mnie nie opuszczają. Fatalnie się ćwiczy bo ból jest podwójny.

Tydzień drugi
Zapał mnie nie opuszcza. Kupiłam ekspander i ćwiczę na nim zamiast drążka. Dalej mam galaretowate twory, które się trzęsą. Po jednym z treningów mam ogromne zakwasy. Na drugi dzień znowu ból przy ćwiczeniach.

Tydzień trzeci
Ćwiczę ile sił w ciele. Zaczynam wprowadzać do diety zdrową przekąskę - jogurt, płatki i liście mięty. Nie powiem jak to smakuje bo nie smakuje. Trzeba jakoś przetrwać. Zakwasy mnie opuściły, tylko po jednym dniu ćwiczeń powracają, ale jakoś się przyzwyczaiłam. Zaczyna mnie boleć prawy nadgarstek.

Tydzień czwarty
Tydzień czwarty zaczynam z wagą 64 kg czyli 3kg mniej :). Wyjeżdżamy na wakacje. Pojawił się problem. Pokój w pensjonacie nad morzem jest trochę za mały :/, z wykopami ciężko :(. Odpuszczam dwa dni ćwiczeń. Pozostałe ćwiczę byle jak bo nie mam warunków :(. Z prawym nadgarstkiem nie jest dobrze. Ćwiczę w bandażu elastycznym.

Tydzień czwarty po raz drugi
Jedziemy na wieś. Tam w ogrodzie mogę spokojnie poćwiczyć :). Powtarzam tydzień czwarty. Ćwiczenie na świeżym powietrzu jest super. 
W trakcie wycieczki rowerowej w składzie mąż (on i teściu uwielbiają rowery, mogą przemierzać kilometry, mnie to nie bawiło bo zawsze byłam 10 metrów za nimi) z J. na bagażniku, moja mam i ja, jadę pierwsza. Mąż w pewnym momencie woła mnie, że mam zwolnić. Czekam, aż do mnie dojedzie, a on mówi "jak dojedziemy do domu to sikasz do kubeczka i robię ci test na doping, takie masz tempo". Jaki komplement! No cóż... wcześniej na rowerze zdychałam i zawsze jechałam kilkanaście metrów za najsłabszy.
Kończę tydzień czwarty i pierwszą fazę z wynikiem 3cm w pasie mniej :D :D :D.

Faza II kolejne 4 tygodnie
Dalej ćwiczę, mam zapał. Motywuje mnie efekt, który jest już widoczny. Kończę II fazę z wynikiem 62 kg. Czyli wyćwiczyłam i spaliłam 5kg. :) Poza tym rzeczy były za duże :). Ledwo ruszam prawym nadgarstkiem.

Na tym skończyłam. Nie dokończyłam treningu, bo chciałam zrobić sobie troszkę przerwy. Był to świadomy wybór związany z małą kontuzją prawego nadgarstka. Nie umiałam nim ruszać, bardzo bolał. Ortopeda zasugerował, żebym trochę odpoczęła. Niestety w pracy dużo piszę na komputerze kilku i kilkunastu stronicowych tekstów codziennie i muszę pisać szybko. Ból w nadgarstku niestety mnie spowalniał. Eksploatacja prawego nadgarstka w pracy plus ćwiczenia dały takie efekt.

Tak wyglądałam przed i po :)


Teraz po 4 miesiącach przerwy znowu ćwiczę. Jestem w trakcie trzeciego tygodnia. Waga początkowa 64 kg (czyli przybrałam w 4 miesiące tylko 2kg, nie jest źle). Na razie nie drgnęła. Dzisiaj zjadłam całą czekoladę i powiedziałam "do widzenia słodycze, może zobaczymy się w sylwestra". Rok 2013 był bez chipsów. Rok 2014 niech będzie bez słodyczy typu: czekoladki, batoniki, cukierki, żelki, lizaki, czekolada, galaretki w czekoladzie, znowu czekolada :P i znowu batoniki.

O P90X rozpiszę się jeszcze :) czyli c.d.n.

środa, 22 stycznia 2014

hop, hop, hop :)

Dzisiejszy dzień został przeze mnie pożytecznie wykorzystany. Zaraz po pracy ćwiczyłam. Nie wiem skąd miałam tyle siły, ale wypociłam co chciałam :D.
Na dowód moja koszulka :P.


mój komputer przy wgrywaniu zdjęć odwrócił je :/ znowu... <zła>

Jestem ciekawa jak Wam idzie? Od ostatniego posta z koszulką minął tydzień. Tak, tak, to już tydzień. Nie ma co się obijać. Kto chce mieć ciało w czerwcu jak milion dolarów ręka do góry (ci co wolą odessać sobie tłuszcz - i stać ich na to - niech poniosą rękę z portfelem :P, mnie nie stać więc ćwiczę :D).
Po ćwiczeniach dostałam jakiś nadzwyczajnych sił i godzinę prasowałam.
Więc dzień został pożytecznie wykorzystany.

wtorek, 21 stycznia 2014

trudny poniedziałek...

Właściwie to ciężki, męczący, uciążliwy.

A było to wczoraj:
Zaczęło się nadzwyczaj dobrze. Budzik zadzwonił o 5.15, drugi raz o 5.30 i wstałam :). Zaczęłam się upiększać i słyszę "mamusiu". Odczekałam chwilkę. Znowu słyszę "mamo". Jest 5.45. J. na wpół obudzona coś tam mamrocze, że chce jeszcze pospać, jednak przed 6 wstaje. Myślę - super :). Szykujemy się - czeszemy, malujemy, ubieramy. J. w dobrym humorze. Myślę - super :). 6.20 jesteśmy gotowe ze wszystkim. J. z uśmiechem pakuje moje kanapki do torebki. Nagle wpada na pomysł, żeby dać mi do pracy swojego danonka. Upewnia się - kilka razy pytając - czy aby na pewno mam w pracy łyżeczkę, którą zjem danonka :P. Przemieszczamy się do przedpokoju i ryk. Wow! Nastąpił koniec pięknego poniedziałku :/. Nie wiem o co, po co, na co? Stoi i ryczy, wrzeszczy, bo płaczem tego nazwać nie można. Buzia mokra od łez, kataru lecącego z nosa i śliny. W sumie nie wiem o co poszło, ale tym sposobem nasze 10 min zapasu w momencik zamieniło się w 5 minutowe opóźnienie... Do przedszkola maszerujemy. Tzn. ja maszeruję, a J. prawie biegnie za mną, trzymam ją za rękę. Nie marudzi. Jest dobrze. W przedszkolu "ja sama, ja sama" i ubiera paputki 10 min. Dobrze jej idzie. Sytuację ratuje tata kolegi J., który podwozi mnie do pracy. Uff wchodzę do pracy nie spocona.
W pracy jestem dłużej, bo prawie do 18.00. Coś mi w ciągu dnia strzyknęło gdzieś w prawym żebrze :/ tuż pod cyckiem. Boli, kłuje. Hmmm wchodzę do domu i zwalam się na łóżko w sypialni. Moja rodzinka nawet nie zauważyła, że zniknęłam na 15 min... Oczy mi się zamykają. Szykuję kanapki na dzisiaj :). Jem szybko kolację. Coś się tam obijam. Jest prawie 22 :/, a trzeba jeszcze poćwiczyć. Łączę przyjemne z pożytecznym :P czyli maluję paznokcie i ćwiczę 20 min na mięśnie brzucha. Super, lakier suchy :D. Kąpciu, kąpciu i do łóżka. Ps. dalej coś mnie kłuje pod tym cyckiem :/.

Wtorek... dzisiaj ;)
Z rana idzie nam świetnie - tak jak wczoraj, szybko i sprawnie, ale z pominięciem płaczu :D :D :D więc wychodzimy z domu o 6.37 i możemy spokojnie zmierzać ku przedszkolu. W przedszkolu pani dyrektor zwraca mi uwagę, że wczoraj J. była w przedszkolu mając katar, podobno ropny. Hmm mówię jej, że w domu jej z nosa nie leci, jedynie rano po płaczu, a tak to nawet nie kaszlnęła. Pani dyrektor dalej zwraca mi uwagę, że innym rodzicom nie podoba się, że niektóre dzieci chodzą do przedszkola zakatarzone i lepiej jakby J. się wyleczyła. Dalej powtarzam, że J. nie miała kataru ani wieczorem ani dzisiaj rano. Pani dyrektor znów idzie w zaparte, że J. miała wczoraj ropny katar i nawet zwróciło to uwagę wychowawcy. Nie chciałam się kłócić. Odpowiedziałam, że jak dzisiaj coś będzie niepokojącego to ma dzwonić.
Kurde katar to nie choroba. Mają za dużo dzieci w przedszkolu czy co!? Zaczęły się u nas ferie i w przedszkolu garstka dzieci. No przykro mi, ale to jest ich obowiązek się tymi dziećmi zająć. Jak zamiast setki dzieci w przedszkolu jest jedna 15 osobowa grupa no to pani zauważyła katar. Wow. Szkoda, że nie zauważa go od pół roku jak jest pełna 25 osobowa grupa. Jak kicha połowa dzieci to ciężko wychwycić które.
W tym miejscu chciałabym przypomnieć wszystkim mamom, że przedszkole to nie szkoła. Panie tam pracujące mają 40 godzinny tydzień pracy, a nie jak nauczyciele na etacie 18 godzinny. Jakieś dyżury w Wigilię do 13 i prośby żeby dziecka nie przyprowadzać, bo na ten dzień zapisało się tylko troje dzieci to ściema. Nie chce im się. Według odpowiednich przepisów przedszkole powinno być otwarte nawet dla jednego dziecka i ma mu być w tym czasie zapewniona opieka i wyżywienie. Tak samo jak niby "dyżury" w ferie zimowe. BZDURA! U nas panie chodziły i zbierały podpisy od rodziców ile dzieci będzie w ferie chodziło do przedszkola. W ogóle nie powinny tego robić, bo przedszkola pracują normalnie. Na moje pytanie dlaczego taka lista usłyszałam, że niby chcą zaplanować ile kupić jedzenia. Hahaha nie mieli czego wymyślić. A skąd wiedzieli ile jedzenia kupić na czas np. od 2 stycznia do 16 stycznia? w grudniu nie zbierali żadnych podpisów. Bazują na niewiedzy rodziców. NIE DAJCIE SIĘ ZWIEŚĆ :P.
W pracy orientuję się, że to co mnie wczoraj bolało nie boli :D :D :D. Dzień miałam stresujący, bo współpracowałam dzisiaj z panią (wyżej postawioną), która przeważnie większość osób doprowadza do płaczu. Mnie nie doprowadziła, a nawet dwa razy mnie pochwaliła! Powiedziała, że fajnie się jej ze mną dzisiaj współpracowało. DUŻY sukces ląduje w mojej puszce :). Jestem bardzo z siebie dumna.
To się rozpisałam... już prawie 21, a jeszcze trzeba poćwiczyć mięśnie brzucha. Idę ćwiczyć.

P.s. Tyle piszę o ćwiczeniach, że czas opisać co ćwiczę i jak i jakie efekty są. Ale to w osobnym poście.


niedziela, 19 stycznia 2014

zimowe zabawy

Weekend trwa. Wciąż obowiązuje u nas zasada, że weekendy są bez bajek.
Nareszcie pasmanteria na parterze skończyła remanent (nie wiem co oni liczyli aż 3 tygodnie...) więc wczoraj zaopatrzyłam się w różne cuda. 

Dzisiaj wykorzystałyśmy zakupione rzeczy i pobawiłyśmy się czerpiąc inspirację ze strony http://www.dzieciakiwdomu.blogspot.com/.

Zima do nas jeszcze nieprzyszła, za oknem ciągle +7 więc pobawiłyśmy się w zimę. Zaczęliśmy od zimowego drzewka. J. bardzo się podobało. Jeszcze nie opanowała wyciskania kleju w małej ilości ale myślę, że to kwestia czasu.

Najpierw narysowałam drzewo i był to sprawdzian moich umiejętności :P.






Teraz czas na odrobinę śniegu :)





sobota, 18 stycznia 2014

gdzie jest mama na wygnaniu?

Coś się wczoraj stało z blogiem Mamy na wygnaniu. Gdzie jesteś Kochana? Czyżby coś Ci się nie tak kliknęło? Bardzo mi przykro. Czekam aż wrócisz.

sobota z inspiracjami

Dzisiejsza sobota była pełna inspiracji. Dzień został bardzo dobrze wykorzystany :)

Pierwszą inspiracją było śniadanie wg Jusi czyli jej pasta jajeczna z awokado. Śniadanie było pyszne i dało mi energię na resztę dnia :).






Później było bardziej kreatywnie :). Natchniona pomysłami dziewczyn z Dzieciaki w domu zrobiłyśmy z J. prezenty dla babć i dziadków - kwiatki i ramki. W ramkach docelowo znalazły się zdjęcia. W ramce dla dziadka jest zdjęcie jak J. z kluczem w ręce coś przykręca z dziadkiem przy swoim rowerku. Przy okazji dziadek M. zrobił mi wykład dotyczący rodzajów śrub i podkładek...









środa, 15 stycznia 2014

4 nominacja do Liebster Blog Award

Czwartą nominację otrzymałam od Pauliny.
Bardzo dziękuję i szybciutko odpowiadam:

1.Wymarzone miejsce na urlop to...  Chciałabym kiedyś odwiedzić Maroko.
2.Najgorsza potrawa z dzieciństwa to... Kotlety mielone w przedszkolu.
3.Nie wyobrażasz sobie życia bez... Córki i lodów.
4. Dzień bez internetu to... Dzień spędzony z córką na zabawach.
5.Co nigdy nie znajdzie się w Twoim menu? Robaki wszelkiego rodzaju.
6.Trzy książki godne polecenia... Dużo... Nie lubię książek. Coś jednak w życiu przeczytałam :P - "Kto zabrał mój ser", "Zjedz tę żabę","Nazywam się Zacharski. Marian Zacharski. Wbrew regułom"
7.Co daje Ci prowadzenie bloga? Dużo satysfakcji i pogodę ducha. Poprawia mi humor, a każdy komentarz niesamowicie cieszy, bo to znaczy, że czytacie.
8.Ulubiona piosenka... Jest wiele piosenek, które lubię, ale nie mam jakiejś jednej jedynej.
9.Słowa, których nadużywam... Nie
10.Twój sposób na regenerację... Wanna pełna gorącej wody, ciemno, a światło dają tylko świeczki. Do tego jakaś relaksująca muzyka :).
11.Bez czego nie możesz się obyć każdego dnia? Bez pilnika do paznokci i chusteczek higienicznych.

Nie chciałabym nominować nikogo przypadkowo. Ostatnie nominacje są tutaj. Jak tylko powiększę listę czytanych blogów i uznam, że są warte uwagi to je tutaj umieszczę w ramach mojej nominacji. 

siódme poty :P

W każdą środę J. ma dzień z dziadkami. Odbierają ją z przedszkola, a oddają rodzicom ok. 19.00-20.00 :D. Tego dnia korzystam na maksa. Przede wszystkim ćwicząc. Mogę to zrobić po pracy, a nie wieczorem. Na dowód dzisiejszej pracy koszulka. Tym razem nie spociłam się na pingwina :P. Mam bujną wyobraźnię więc i tak tam dziwne rzeczy widzę. UWAGA! Nie jest to cudowne objawienie, spokojnie :P. Teraz jakaś zdrowa kolacja i spać. 
A jak Wam idzie realizacja noworocznych postanowień typu "od pierwszego zaczynam ćwiczyć"? Trzymam za Was kciuki!!! Dacie radę! Kto ma dać jak nie matki - filary współczesnego świata :D. Niech siła będzie z Nami;).


wtorek, 14 stycznia 2014

kotyliony DIY

W przedszkolu J. w najbliższy piątek odbędzie się Bal Przebierańców połączony z Dniem Babci i Dziadka. Odbędzie się po południu więc poproszono rodziców o pomoc w upieczeniu ciast i zrobieniu kotylionów dla Dziadków jako biletów wstępu. No więc zrobiłam kotyliony na rękę (miały być do przypięcia na agrafkę, ale zapomniałam kupić agrafek :/). Nieskromnie muszę przyznać, że wyszły mi super. Robiłam pierwszy raz.

Fotorelacja z prac :)








 Ten z lewej taki nieudany bo pierwszy :)




Wszystko wokoło jest z brokatu :/.

Stwierdzam, że takie zabawy bardzo mi się podobają. Muszę się rozwinąć w tym kierunku.

ps. w puszce na sukcesy wylądowała karteczka, że dzisiaj zrobiłam piękne kotyliony, bo to przecież mój sukces :).

niedziela, 12 stycznia 2014

Kanapka Jusi :)

Wchodząc na bloga Justyny trzeba być mocno najedzonym, żeby spokojnie oglądać te wszystkie cuda co robi.
Zainspirowana jej kanapką z łososiem i awokado postanowiłam też ją zrobić. Tak to wygląda u mnie. Mój aparat nie robi takich "żywych" zdjęć jak twój :/.


Pomyliłam kolejność, awokado miało być w środku, u mnie w środku jest łosoś. Pyszna przekąska. Dodałabym do niej jeszcze troszkę kiełków z rzodkiewki. Tak dla odrobiny ostrości :).

sobota, 11 stycznia 2014

Sukcesy 2014r.

Od paru lat chciałam zrobić słoik, pudełko czy coś w tym stylu na sukcesy całego roku. Przypominałam sobie o tym gdzieś w połowie roku i było za późno. Gdy w grudniu dostałam piękną skarbonkę puszkę nie za bardzo wiedziałam do czego ją wykorzystać. Mam już dwie skarbonki do których wrzucam pieniądze, nie chciałam z nich rezygnować. Piękna nowa skarbonka stała i czekała na wykorzystanie. Tydzień temu pomyślałam, że wykorzystam ją do zbierania sukcesów :).
Na kartkach będę zapisywać sukcesy małe, najmniejsze, duże i ogromne (jak się trafią) oraz dobre rzeczy jakie zrobię dla innych. W sylwestra otworzę puszkę i wszystko przeczytam :). To będzie bardzo przyjemne zakończenie roku :).

Rok dopiero się zaczął więc zachęcam do stworzenia słoiczka czy puszki sukcesów 2014roku :).



czwartek, 9 stycznia 2014

umyte, posprzątane, ugotowane

J. zasnęła dzisiaj bardzo szybko. Spała już o 21.20, a do łóżka położyłam ją dopiero przed 21. Chyba najgorsze za nami. Zaczynam nowy etap życia :). Wieczory będą dla mnie. Będę mogła sprzątać, prasować, gotować. Dobra bez ściemy :P. Będę mogła spokojnie pomalować paznokcie, poblogować, poczytać, pobujać się na fotelu bujanym i odpoczywać. Jak mi się znudzi to coś wyprasuję :).
J. straciła głos. Już wczoraj miała chrypkę, przez noc jej przeszło. Dzisiaj znowu chrypiała. Wieczorem jak przepity chłop niezbyt młody :/. Jutro nie idzie do przedszkola. Mój tata nadszedł na ratunek. Przyjdzie rano do nas i posiedzi jutro z J. w domu. Chciałam wziąć urlop, no ale jak tak chciał to niech będzie. 
Nagle mnie oświeciło. Pierwsze co mój tata robi jak do mnie przychodzi, a robi to sporadycznie bo nie chce się w nic wtrącać, to zagląda do lodówki czy aby mamy co jeść. Otwieram więc lodówkę hmmm. Pierwsze co to trzeba szybko ją umyć więc umyłam. Wprawdzie mój ojciec jest ostatnią osobą na świecie, która zwróciłaby mi uwagę, że mam coś posprzątać - chyba, że nie miałby czystego krzesła do siedzenia to nastąpiłoby to wcześniej :) - no ale jednak odświeżyć trzeba. Lodówka podmyta, a co z jej zawartością. Tata nie uznaje zasady, że zakupy można robić codziennie, bo on musi mieć dużo w lodówce (też nie bez powodu ma nadwagę...). Ja uważam inaczej, bo nie lubię wyrzucać jedzenia. Nasze poglądy w tej kwestii nie znalazły jakiegoś konsensusu. Patrzę i patrzę. Jak by tą lodówkę nagle "cudownie" dopełnić. Wyciągnęłam z szafki zamknięty dżem, ogórki konserwowe i pieczarki marynowane. Do tego na talerzyk wysypałam sodę - wiecie pochłania zapachy. No już jest lepiej. Trochę pełniej. Może jakoś ujdzie :P. Może uniknę pytania czy nie chodzę głodna. Aaaaa jeszcze obiad na jutro. Co tu zrobić w 10 min? Myślę i myślę... koncentrat pomidorowy, trochę masła, mąki i wody plus przyprawy i sos pomidorowy zrobiony. Makaron do sosu ugotuję jutro. Wkładam garnek do lodówki. Już coraz lepiej :P. Szybkie sprzątanie w łazience. Reszta jakoś ogarnięta. Ufff.

Okazało się, że w 30 min można zrobić bardzo wiele :), trzeba mieć tylko odpowiednią motywację. Życzę miłej nocy. Idę poszperać po szafkach, może coś jeszcze znajdę na wypchanie lodówki ;).



środa, 8 stycznia 2014

zeby nie było....

Do wakacji i bikini coraz bliżej. Na pewno bliżej niż w grudniu ;). Kochane kobitki czas ruszyć pupcie na dywan, kafelki, panele czy co tam macie innego na podłodze i trzeba ćwiczyć. Lub gdzieś iść na fitness. Ja zdecydowanie wolę ćwiczyć w domu. Uwaga! nie dotyczy kobiet w ciąży, świeżo upieczonych matek (takich do 6 m-ca od porodu :P) reszta świata się rusza :).

Zrobiłam sobie przerwę świąteczno-noworoczną w ćwiczeniach, ale od poniedziałku znowu ćwiczę. Żeby nie było, że ściemniam :P zdjęcie mojej koszulki po godzinie ćwiczeń 

też widzicie pingwina :>?  Spociłam się na pingwina hahaha.

Ćwiczy ktoś jeszcze? Musimy się wzajemnie motywować, wtedy przetrwa się ten ciężki czas :).

wtorek, 7 stycznia 2014

usypianie cz. II - SUKCES!

Z tym usypianiem ciężko nam szło. Podejście pierwsze zakończyło się klęską. Postanowiłam zrobić przerwę na okres świąteczno-noworoczny. 
Z racji tego, że ja wszystkie zmiany wprowadzam nagle tzn. już, teraz, natychmiast, to wczoraj wpadłam na pomysł, że czas na samodzielne zasypianie. J. nie za bardzo była tym faktem zachwycona. Kąpiel, bajeczka z tatusiem. Jest 20.00. O 20.30 przyszedł mąż i powiedział "idź do niej bo nie śpi". To poszłam. Poleżałam parę minut i poszłam robić "ważne rzeczy". Z racji tego, że dziecko mam dziwne, J. na własne życzenie leżała w ciemnym pokoju ze ściągniętymi roletami w oknie, bo podobno raziły ją w oczy latarnie. Ciekawe... Leżała i czekała aż przyjdę. Część tego czasu stałam za ścianą i na każde wołanie "mamusiu idziesz?" odpowiadałam spokojnie, wciąż tym samym tonem "zaraz przyjdę, jestem obok". J. wytrzymała do 22. Potem zaczęło się marudzenie, trochę płaczu, znowu marudzenie, znowu płacz. Spokojnie odpowiadałam, że zaraz przyjdę. Niestety wytrzymałam do 22.20. Poszłam, przytuliłam i zasnęła. Odczekałam trochę tego płaczu, żeby dzisiaj nie zaczęła płakać wcześniej - bo mama na płacz przyjdzie. Chyba się obraziła, bo nie przyszła do nas w nocy. Spała do rana sama.

Dzisiaj też po 20.00 w łóżku, bajeczka, przytulki do mamy i wyszłam. Wyszłam dopiero po jakiś 30 min. Prawie mi się przysnęło. Znowu musiałam robić ważne rzeczy :). O. 21.50 J. poszła siku (w trakcie pierwszego podejścia przed świętami "sikała" co 15 min.), z łazienki do łóżka i cisza. Poszłam się myć. Dalej cisza. Odczekałam jeszcze trochę wchodzę do pokoju i śpi! Zasnęła sama, bez płaczu. W ciemnym pokoju, bez lampek, ze ściągniętymi roletami. Wow. Nie wierze. Sukces. Ciekawe jak będzie jutro :).

Odpowiadanie na wołanie dziecka spokojnym głosem, bez zdenerwowania jest najbardziej odpowiednie. Podejść, schować się za ścianę i powiedzieć "zaraz przyjdę, już kończę, jeszcze chwileczkę". Dziecko wyczuje zdenerwowanie. Tym razem spokój mnie uratował. Trzymajcie kciuki za jutro!


8.01.2013r. godz. 21.50
J. już śpi. drugi dzień zasnęła sama :).

Gratulacje B.!!!

Wczoraj moja przyjaciółka B. przekazała mi wspaniałą wiadomość. Jest w ciąży :). Ogłaszam całemu światu z radością - będę ciocią. Słyszycie?
 BĘDĘ CIOCIĄ! 
Radość ogarnęła moje serce, łzy szczęścia popłynęły mi po policzkach :). Od wczoraj ciągle się uśmiecham. 
Kochana B.! Los sprawił, że twój trzydziesty rok życia będzie dla ciebie wyjątkowy! Ach... Ze wzruszenia nie jestem w stanie nic więcej napisać, tak bardzo się cieszę :).

poniedziałek, 6 stycznia 2014

nominacja za nominacją czyli trzeci raz Liebster Blog Award

 
 
Trzecia nominacja od Magdaleny Michalczyk
Bardzo dziękuję. Cieszy mnie otrzymywanie tych nagród.

Odpowiadam na pytania:
 
1. Jaki kraj chciałabyś zwiedzić? 
Maroko.
2. Co wolisz morze czy góry?
Morze.
3. Czego najbardziej nie lubisz w ludziach?
Chamstwa.
4. Twoja ulubiona zabawka z dzieciństwa to...?
Lalka o imieniu Moncici.
5. Co sądzisz o bezstresowym wychowywaniu dzieci?

Kojarzy mi się z tym, że dziecko może robić wszystko, bo każdy zakaz może wywołać u niego stres.
6. Kawa czy herbata?
Herbata
7. Ulubiona bajka z dzieciństwa?
Tom i Jerry
8. Jakie jest Twoje hobby?

Warkocze we włosach i torty.
9. Dlaczego zaczęłaś pisać bloga?
Chcę spisać trzydzieste lata mojego życia.
10. Czego się boisz?
Kleszczy.
11. Jakie trzy rzeczy zabrałabyś ze sobą na bezludną wyspę?
Pilnik do paznokci, zapałki, koc. 

Nie chciałabym nominować nikogo przypadkowo. Ostatnie (wczorajsze) nominacje są tutaj. Jak tylko powiększę listę czytanych blogów i uznam, że są warte uwagi to je tutaj umieszczę w ramach mojej nominacji.

niedziela, 5 stycznia 2014

Liebster Blog Award nominacja druga :)



Druga nominacja do nagrody. Tym razem od Ewy K.

Bardzo dziękuję :).

Odpowiadam na pytania:
1.       Twój idealny poranek?
Na wsi. Jemy śniadanie w piżamach na tarasie, gdzieś słychać pianie koguta i warkot kombajnu.
2.      Bycie matką sprawiło, że…
Odkryłam w sobie nowe talenty oraz nieograniczone pokłady cierpliwości.
3.      W biegu codziennego dnia zatrzymuję się, gdy…
Córka siada mi na kolanach i się przytula. Cały świat przestaje istnieć.
4.      Moja pasja, moja miłość.
 Plecienia we włosach. Może się pochwalę co robię z moich kosmyków :).
5.      Idealny film na zimowe wieczory .
 Hmm mam wiele ulubionych filmów na takie wieczory. Po namyśle "Diabeł ubiera się u Prady" albo "Nie wszystko złoto co się świeci".
6.      Jak wyobrażasz sobie swoje dziecko za 10 lat.
Będzie miała 13,5 roku. Trudny wiek. Oby tylko nie grała w słoneczko... bo będzie to moja rodzicielska porażka. Chciałabym, aby córka dalej chciała się przytulać do rodziców i szanowała ludzi bez względu na kolor skóry.
7.      Do całkowitego spełnienia brakuje mi…
 Czterodniowego tygodnia pracy. No trudno, zgodzę się na cotygodniowy trzydniowy weekend. Czasem też trzeba się poświęcić dla innych :P
8.     Smak Twojego dzieciństwa
Przecier jabłkowy mojej babci. Niepowtarzalny, jedyny na świecie.
9.      Twoje życiowe inspiracje
 Być dobrym człowiekiem.
10.  Bajka Twojego dzieciństwa
Tom i Jerry
11.   Relaksuje mnie…
Wanna pełna gorącej wody, w łazience blask świec i do tego spokojna muzyka. Ostatnio relaksowałam się tak przy Ave Maria Ery.

dla przypomnienia:

,,Nominacja do Liebster Award jest otrzymywana od innego blogera w ramach uznania za “dobrze wykonaną robotę”. Jest przyznawana dla blogów o mniejszej liczbie obserwatorów  więc daje możliwość ich rozpowszechnienia. Po odebraniu nagrody należy odpowiedzieć na 11 pytań otrzymanych od osoby, która Cię nominowała. Następnie Ty nominujesz 11 osób (informujesz ich o tym) oraz zadajesz im 11 pytań. Nie wolno nominować bloga, który Cię nominował.”

Teraz czas na moje nominacje. Wybór nie jest przypadkowy bo wszystkie te blogi czytam:
5. http://mamanawygnaniu.blogspot.com/  
6. http://ca-lineczka.blogspot.com/
7. http://dwaitrzy.blogspot.com/ 
8. http://zawodkobieta.blogspot.com/ 
9. http://www.mamaemi.blogspot.com/
10. http://mamookiem.blog.pl/ 
 11. http://dwujezycznipodlupa.blogspot.com/

Moje pytania:
 1. Jakie są Twoje ulubione buty?
2. Czego nigdy w życiu nie zjesz? 
3. Co najbardziej denerwuje Cię u sąsiadów?
4. Jakie jest Twoje hobby?
5. Balsam dla Twoich uszu to... 
6. Masz słabość do...
7. Jaki najgłupszy tekst usłyszałaś stojąc w kolejce w supermarkecie?
8. Do picia wódka czy wino?
9. Czego najbardziej pragniesz?
 10. Ulubiona piosenka?
11. Aktor z którym mogłabyś się zapomnieć :>?

 

nominacja do Versatile Blogger Award



Nominację otrzymałam od Adulki. Bardzo dziękuję :*

Zasady Versatile Blogger Award:
- nominować siedem blogów do wyróżnienia
- poinformować wybranych przez siebie blogerów o wyróżnieniu
- wyłonić o sobie 7 faktów
- podziękować Blogerowi, który Cię nominował u Niego na blogu
- zawiesić nagrodę na swoim blogu
7 faktów z mojego życia :):
1. pierwsze co mi przyszło do głowy :P - byłem cheerleaderką. Można powiedzieć, że w młodości ;). Mój zespół  zdobył III miejsce na Mistrzostwach Polski Tańca Cheerleaders w Kielcach. Do dzisiaj pamiętam niektóre układy, które lubię sobie potańczyć - ale tylko jak córki i męża nie ma :P. Wtedy mogę poszaleć.
2. Hobby mojego taty to wędkarstwo. W dzieciństwie próbował mnie tym zarazić. Niestety nie udało mu się, ale pewnego dnia będąc z nim "na rybach" złowiłam leszcza o długości 67 cm. Wynik bardzo imponujący, medalowy. Niestety były to czasy bez telefonów komórkowych, nie zawsze był aparat naładowany filmem tradycyjnym i nie mam pamiątkowego zdjęcia :(. Tata zawalił, miał to udokumentować, może byłabym sławna :P. Pozostało to w naszych pamięciach oraz to, że z wrażenia o mało się nie posikałam haha zdążyłam iść w krzaczki :).
3. Uwielbiam ciekawostki i mam do nich pamięć np, że koniec wszechświata nastąpi za gugol lat albo, że papryka czerwona, zielona i żółta to nie inne gatunki tylko jeden. Takie tam pierdółki, które można usłyszeć na discovery albo przeczytać w focusie.

4. Hobbystycznie przez rok studiowałam matematykę bo ją lubiłam. Studiowałam inny kierunek, a matematykę zaczęłam tak z przyjemności. Wiem, nikt normalny tego nie robi :P.

5. Panicznie boję się kleszczy. Mam na ich punkcie obsesję. Stężenie preparatów odstraszających kleszcze jest w mojej krwi ogromne.

6. Kocham kosmetyki, mam ich całe mnóstwo. Wydaję na nie sporo pieniędzy :/. Coś trzeba z życia mieć np. ładną szminkę :).

7. Uwielbiam oscypki. Ostatnie pieniądze w górach wydałabym na ten serek. Każda wizyta w górach zaczyna się od kupna oscypka, jem przez cały pobyt. W dniu wyjazdu kupuję jeszcze na drogę i do domu. Zapas bardzo szybko znika.

Moje nominacje:

http://majerankowo.pl/
http://jusia-part1.blogspot.co.uk/
http://rzeczyzebrane.blogspot.com/
http://pamietnikmatkiwariatki.blogspot.com/
http://www.kocimieta.pl/
http://zawodkobieta.blogspot.com/
http://www.annability.blogspot.com/

nagroda :)



Czekolada i inne cukry

Od 15 miesięcy nie słodzę kawy, ani herbaty. Już za tym nie tęsknię. Początki jednak były trudne. Zaczęło się od tego, że nadeszła jesień. Na dworze zimno i ponuro. Lubiłam herbatę z cukrem, cytryną i syropem malinowym. Bardzo dużo jej piłam. Nagle dotarło do mnie, że dostarczam organizmowi niesamowite ilości cukru. Zapaliła się lampka nad głową. Koniec.
Pierwsze dni to był jakiś dramat. Miałam wrażenie, że mi ręce drżą. Herbata nie miała dla mnie żadnego smaku, ledwo potrafiłam ją przełknąć. Odczuwałam brak cukru w organizmie - zaczęłam częściej sięgać po czekoladę, a do tej pory mogłam długo o niej nie myśleć. Z kawą poszło szybciej. Wytrwałam :). Teraz po 15 miesiącach herbata z cukrem jest dla mnie za słodka. Piję dużo herbaty zielonej z cytryną i to bez cukru. Kiedyś bym jej nie przełknęła :P. Organizm się przyzwyczaił - przestałam się rzucać  na czekoladę.

Gdy urodziła się J. postanowiliśmy, że do skończenia pierwszego roku życia nie będzie jadła czekolady. Poszło nam nadzwyczajnie dobrze, rok minął niespodziewanie, więc czemu nie przedłużyć postanowienia do drugich urodzin? I znowu się udało :).  
Tak minęły nam dwa lata bez słodyczy. Potem poleciało z górki. Oczywiście pod nadzorem.

Taka decyzja, o ograniczaniu słodyczy u dziecka, należy do rodziców i uważam, że powinna być uszanowana przez najbliższych. U nas było różnie, reakcji tyle co ludzi. Otoczenie nie zawsze się z tym zgadzało. Córka często dostawała czekoladki. Bardzo szybko jednak znikały z jej wzroku. Najbardziej zaskoczyło mnie pytanie cioci, która gdy dowiedziała się, że nie dajemy J. czekolady spytała "a co na to pediatra? konsultowałaś to z nim? przecież mleczna czekolada jest zdrowa!" I mnie zatkało! Stałam wryta i jedne co wystękałam to to, że nie konsultowałam. Wow. Jakby mnie ktoś w głowę uderzył nie wiedziałam co powiedzieć. 
Później były soki, soczki, czekoladki, ciasteczka i... same mamy wiecie co dzieci uwielbiają :). Przez jakiś czas udawało nam się z piciem owocowej herbaty bez cukru, ale cały wysiłek szlag trafił przy pomocy dziadków, którzy z uporem dawali J. herbatę słodzoną. Jaka ja wtedy byłam zła. Tyle mnie to trudu kosztowało :(. Przyszły ciepłe dni. Polały się soczki. Po jakimś czasie doczytałam się, że nawet te bez cukru i tak mają naturalnych cukrów tyle co coca cola. Nie mówiąc o innych napojach, w których cukier był wyższy niż w coli. Z dwojga złego z dnia na dzień zamieniłam je na wodę smakową. Cukru było o połowę mniej. Woda smakowa to żadna zdrowa woda tylko kolejne świństwo. Tak samo jak poprzednio, w listopadzie, z dnia na dzień wprowadziłam J. wodę mineralną bez żadnych dodatków. Jakie było moje zdziwienie jak córcia chętnie ją zaczęła pić. Troszkę pomarudziła, gdzie jest woda cytrynowa. Konsekwentnie mówiłam, że się skończyła :). Ufff udało się. Wróciliśmy też u nas w domu do herbaty bez cukru. Teraz na topie jest czarna cytrynowa lub pomarańczowa. 
Każde dziecko kocha czekoladę. Nie dziwię się :). Staram się jednak trzymać zasady, że jak J. zje słodycz to potem musi być owoc lub warzywo (J. lubi najbardziej kiwi, jabłko ze skórką, mandarynki, winogrona, kukurydzę lub groszek konserwowy), a dopiero potem kolejny słodycz. Czasami jest opór i płacz, zależy od dnia. Udaje się czasami zapchać ją owocami i stwierdza, że np. zjadła wcześniej za dużo lizaka i chyba brzuszek ją rozbolał to już nie chce więcej. Wiadomo, że zjadła za dużo mandarynek, ale nie mam ochoty wyprowadzać ją z błędu, skoro twierdzi, że to od słodyczy hihi.

sobota, 4 stycznia 2014

mamusiowe zabawy manualne

Zauroczona pracami z Dzieciaki w domu postanowiłam spróbować naszych sił. Śmiechu było sporo. Zaczęło się od tego, że J. wzięła do ręki patyczek kreatywny i powiedziała "to będzie moja inspiracja".  Szok! Skąd ona zna słowo I-N-S-P-I-R-A-C-J-A? Start był całkiem niezły, przynajmniej jeśli chodzi o humory. 
Z bałwankami, które miały wglądać tak trochę przekombinowałam, bo nie wycięłam mniejszych kółek :/. Następnym razem bardziej się skupię. J. Zakładała szaliki, naklejała oczy i mazakiem rysowała resztę. 

Bałwanki smutne mają żółte szaliki.

 Bałwanki uśmiechnięte.


Ten Bałwanek idzie na bal i musi być kolorowy.


Zdecydowanie muszę się bardziej przyłożyć i skupić na szczegółach. Mamy długi weekend więc J. pewnie się upomni o bałwanki to zrobimy bardziej wypaśne :P.

Później był czas na moją zabawę czyli mama w domu :P. Zrobiłam petardę. Dużo czasu mi zajęła ale efekt super. Jestem z siebie dumna :D.


 nie wiem dlaczego poodwracały mi się zdjęcia? :(

piankowe kawiatki cz. III ostatnia

Ledwo J. otworzyła dzisiaj oczy o 7... (przypominam, że jest sobota, można pospać...) to już krzyczała "mamusiu zrobimy kwiatki?" No to wykorzystałyśmy ostatni zestaw.

Zestaw trzeci: kwiatki i łodygi.
Stopień trudności: łatwy. 




koniec :(. Muszę zaopatrzyć się w następne zestawy :) bo J. zabawa bardzo się podoba.